Życie

Pociąg do komunikacji miejskiej

10 maja 2015 • By

O Szewczyku, który jeździł koleją vol. 2

TRAMWAJ, godzina 8.00

Kontrola biletów. Szukam w torbie portfela. Nie mam. Czyli nie mam biletu. Nie mam też ochoty na wycieczkę na ambasadę w towarzystwie policji, więc tłumaczę się
i macham rękami.
Dobra, niech sobie pani kupi bilet przez SMS Jizdenkę. – warczy poirytowany kanar.

Ogrom jego dobroci powala mnie na podłogę i ledwo udaje mi się wysiąść
z tramwaju.

POCIĄG MIEJSKI, godzina 8.15
Macham konduktorowi przed nosem SMS Jizdenką. Konduktor krzyczy na mnie,
że SMS Ticket w pociągu nie obowiązuje. Krzyczy jeszcze bardziej, kiedy okazuje się, że nie mam pieniędzy. Potem obraża się, a przechodząc obok, omija mnie wzrokiem
i udaje, że nie wie o moim istnieniu, tudzież o nieistnieniu mojego biletu.

KASA BILETOWA, godzina 17.30
Kasjer nie chce mi sprzedać biletu, bo mam tylko banknot o wysokim nominale. Pani
z kolejki ofiaruje się, że za mój bilet zapłaci. Łzy wzruszenia stają mi w oczach. Kasjer ewidentnie też się wzrusza i postanawia sprzedać mi bilet na kreskę. Podróżni muszą mnie reanimować, bo ze wzruszenia prawie mdleję.

POCIĄG MIEJSKI, godzina 17.40
Konduktor zadaje mi ostateczny cios – pyta, czy mam bilet na rower. Nie, ale za to mam ten banknot o wysokim nominale. Zrezygnowany macha ręką, po czym odchodzi i udaje, że nie wie istnieniu mojego roweru, tudzież o nieistnieniu jego biletu.

Tego dnia zakochałam się w praskiej komunikacji miejskiej. Niestety prawdopodobnie bez wzajemności.