Życie

Zimowa reminescencja

12 maja 2015 • By

O Szewczyku, który jeździł koleją vol. 1

Wyjeżdżamy godzinę wcześniej, żeby nie spóźnić się na przesiadkę w Pardubicach.
Ja – z nosem jak pomidor i ledwo żywa – jadę chorować do Polski, bo w Pradze mi się znudziło. Na dworcu w Pardubicach chaos. Zamieć dekady czy inna zima stulecia i proporcjonalne do okoliczności opóźnienia. Śnieg przechytrzył nie tylko kolejarzy, ale i nasz sprytny plan wcześniejszego wyjazdu – odjazd pociągu opóźnia się o godzinę.

A po godzinie o kolejną godzinę.

Potem jeszcze o jedną.

A potem o kolejne dwie.

Po sześciu godzinach pytamy w informacji, czy nasz pociąg na pewno odjedzie. Odpowiedź jest twierdząca, więc czekamy dalej. Jesteśmy już po imieniu ze sprzedawcami z dworcowych sklepików, znamy na pamięć kształty Pardubickich pierników zza witryny i wiemy, ile kamyczków jest na ściennych mozaikach.
A ja wysmarkałam już prawie cały mózg.

O północy  zaliczamy wielkie WTF, bo nasze połączenie znika z tablicy odjazdów. Pani w informacji rozkłada ręce. Nasz pociąg ponoć cały czas stał na bocznym torze, ale ze względu na ogólny chaos nie wiadomo było, na który peron go podstawić. A teraz – nic se nedá dělat – chyba nie uda się go odkopać spod śniegu. Powstrzymujemy w sobie chęć mordu i gorączkowo szukamy wyjścia z sytuacji. Łapać stopa do Pragi? Szukać kartonów na legowisko? Pomóc odgarniać śnieg gołymi rękami? Zdać się na łaskę Arnoszta z Pardubic? (Choć już od liceum mam wrażenie, że popadłam raczej w jego niełaskę). I nagle zdarza się cud! Nasz pociąg wynurza się spod śniegu niczym feniks z popiołu i ruszamy! Może Arnoszt to jednak spoko koleś.

Przed piątą rano docieram na miejsce. W końcu w domu!

To znaczy byłabym, gdyby drzwi pociągu nie zamarzły i udało mi się wysiąść…

– Kurtyna –

Ciąg dalszy przygód nastąpi.